Ebisu

W deszczowy wtorek zdecydowaliśmy się poprawić sobie humory szklaneczką piwa. A gdzie indziej znaleźć w Tokio niezłe piwo jak nie w Muzeum Ebisu? *^V^* Zaczęliśmy od śniadania, tym razem w Matsuya, gdzie śniadania podają do 11:00.

Wsiedliśmy w pociąg i już za chwilę wysiadaliśmy na stacji Ebisu (albowiem było to bardzo blisko *^o^*) i wchodziliśmy do Ebisu Garden.

Zaczęliśmy od kawy i ciasteczka w centrum handlowym Mitsukoshi, w tym ceramicznym kubeczku był budyń dyniowy z bitą śmietaną, a kubeczek sobie zatrzymałam. ^^*~~ Mitsukoshi to nie jest pierwszy lepszy dom towarowy, więc ciasteczka są eleganckie, niewielkie i nietanie, ale za to jak się chce zrobić komuś smaczną niespodziankę z wyższej półki, to na pewno przyniesione słodkości zrobią na obdarowanym wrażenie wizualne!

Przez chwilę szukaliśmy księgarni, w której robiłam zakupy rok temu (zlikwidowali), a potem przeszliśmy do drugiego skrzydła kompleksu budynków, do Muzeum Ebisu.

Tu wszędzie już oczywiście byliśmy i nie ma sensu powtarzać tych samych zdjęć, a poza tym wychodzi na to że w tym toku gdzie nie pójdziemy to coś jest remoncie albo przebudowie… I tak właśnie było i w Ebisu Garden. Fatum jakieś? Czy po prostu na jesieni się te wszystkie prace wykonuje? O, tu na przykład właśnie dostawiają… dzwonnicę?

Zaczęliśmy od przejścia przez salkę z historią browaru, pomieszczenie niewielkie i mało eksponatów, chyba specjalnie nie ma za dużo do oglądania, żeby szybko przejść do sklepu z pamiątkami i baru z degustacją… *^w^*

Nie no… jest historia browaru Yebisu i piwa w Japonii w skrócie i w dawce akurat na zaostrzenie apetytu. Nie ma się co czepiać…

Część degustacyjna była bardzo przyjemna! *^O^*~~

W celu degustacji kupuje się specjalne monety Yebisu w automatach (po 400JPY – sama moneta może być w sumie pamiątką bo jest bardzo ładnie wybita). Za owe kupuje się piwa i przekąski, po 1 monecie za piwo i 1-2 za przekąskę. Można się tu napić wszystkich aktualnie produkowanych piw tego browaru, z czego Black Premium jest dość trudno dostępne w sklepach a Stouta nie ma w ogóle (o ile dobrze rozumiem tylko w odpowiednio dobranych knajpach się go serwuje i tylko z nalewaka). A oba te piwa może nie są pangalaktyczną rewelacją ale na pewno warto ich spróbować bo oferują bardzo solidne doznania smakowe.

Dla tolerujących mniejsze ilości trunku jest też zestaw degustacyjny trzech małych piwek.

A ponieważ było dopiero popołudnie, postanowiliśmy odwiedzić jeszcze jedno miejsce – sklep z używanymi kimonami i materiałami (plus trochę antyków) w Kawasaki. W zeszłym roku kupiłam tam dwie rolki bawełny na yukaty, i teraz też miałam nadzieję na ciekawe zakupy.

Niestety… Bawełny w rolkach było kilka sztuk, ale nic interesującego, piękne yukaty i kimona były jedwabne i drogie, i w sumie tylko Lena kupiła kilka drobiazgów. Porozmawiałam z panią, pokazałam na zdjęciach, co kupiłam zeszłym razem, ucieszyła się, wymieniłyśmy uprzejmości i tyle było z tej wizyty.

No to trzeba było się pocieszyć i zjeść dobrą kolację, tym razem postawiliśmy na curry. Kto jadł japońskie curry ten wie, że różni się od hinduskiego – Japończycy zrobili coś takiego z przyprawami, że powstała zupełnie nowa jakość tego dania, są zwolennicy i przeciwnicy, ja bardzo lubię obydwie odmiany. Trafiliśmy do malutkiego baru automatowego (9 miejsc) o nazwie 100時間カレー, w którym były ogromne porcje, ciekawe dodatki i można było wybrać stopień ostrości sosu, a smak był naprawdę świetny! *^V^*

Ten lokal (a raczej sieć) szczyci się nagrodą Grand Prix z 2016-go bodaj roku i nie bez powodu. Moim zdaniem zawrócili nieco japońskie curry do korzeni hinduskich ale w taki sposób, że nie straciło swojego oryginalnego japońskiego charakteru. Głęboki smak, dostateczna ostrość i znakomity aromat – nie spodziewałem się, że zjem takie dobre curry w japońskiej sieciówce! No i naprawdę dobre dodatki, w tym na przykład perfekcyjnie dojrzałe avocado. A do tego podają tylko jedno piwo – Sapporo Black Label. Nietypowo, bo to też nie jest szeroko dostępna odmiana, nie wszędzie można je dostać choć nie jest to też jakiś rarytas, ot jedno z piw Sapporo o nieco odmiennym smaku. Jak się okazało idealnie uzupełniało smak tego właśnie konkretnego curry! Idealny wybór…

I tak się zakończył nasz pierwszy w czasie naszego pobytu lekko deszczowy dzień w Tokio. ^^*~~

Advertisement