Na Kandzie lunch na mnie pacza…

Dzień zakupów, czasami takie dni też są podczas wakacji. Pojechaliśmy do dzielnicy Kanda, w której mieszkaliśmy dwa lata temu i jak się okazuje pozostał nam do niej duży sentyment. ^^*~~ To naszym zdaniem świetna lokalizacja z punktu widzenia turysty, ale też mieszkańca Tokio, znajdziemy tu mnóstwo sklepów wszelakich (i konbini, i supermarkety, i warzywniaki), duży wybór knajpek z jedzeniem najróżniejszym. To świetny punkt w Tokio ze względu na komunikację miejską: krzyżuje się tu kilka linii metra i kolei zapewniając dostęp do niemal całego miasta, w szczególności linie Yamanote i Chuo z których pierwsza łączy kołem wszystkie najważniejsze centra Tokio a druga przecina to koło przez środek dając nam szybki dojazd tam, gdzie po kółku byłoby najdalej (czyli do Shinjuku) – oszczędzamy i czas i pieniądze. Sama dzielnica jest znacznie spokojniejsza niż wielkie centra Tokio (jak wspomniane Shinjuku czy Shibuya, Ginza, Tokio czy Ikebukuro) i ma specyficzną, bardzo przyjemną atmosferę. Oryginalnie mieszkali i pracowali tu głównie rzemieślnicy, dziś jest tu zlokalizowane sporo biznesu, w tym poważne instytucje finansowe ale zostało sporo z oryginalnej niskiej zabudowy a jest tu też sporo zwykłych budynków mieszkalnych. Do tego przy samej stacji strefa rozrywkowa, ale taka bardziej tradycyjna, więcej w guście salarymanów niż turystów. Innymi słowy Tokio w pigułce (ale bez Roppongi i Kabukichou). Więcej zdjęć oddających klimat dzielnicy znajdziecie we wpisach sprzed dwóch lat, dziś tylko kilka zrobionych po drodze do naszego celu pierwszego…

07_19_288

07_19_286

07_19_285

Naszym celem był sklep Hanamasa, w którym można kupić hurtowe opakowania jedzenia po okazyjnych cenach. Zaopatrzyliśmy się w zieloną herbatę, zupy miso, japońskie kiszonki, to czego u nas nie można dostać.

07_19_287

Potem zrobiliśmy sobie spacer po okolicy i zatrzymaliśmy się na kawę i zieloną herbatę w Cafe Veloce. Miałam wreszcie chwilę, żeby porysować. *^v^*

07_19_289

A potem na lunch poszliśmy na sushi! ^^*~~ Miejsce, które wybraliśmy to kaiten zushi Kaisen Misakiko (海鮮 三崎港) czyli talerzyki jeżdżą po taśmie dookoła knajpy, ale chyba ze względu na upały na taśmie były tylko talerzyki z omletem, a rybkę trzeba było samemu zamawiać z panelu elektronicznego.

07_19_290

Robert wziął stakanek sake. ^^*~~

07_19_291

I potem zaczęliśmy wybierać talerzyki z nigiri. *^V^*

07_19_292

07_19_293

07_19_295

Lunch na mnie pacza!… *^V^*

07_19_298

Takie sushi można jeść i jeść, ech… Trzeba tylko zwracać uwagę na kolory talerzyków, bo różnią się cenowo, najtańsze są te pomarańczowe (140 jenów – ok. 5 zł), najdroższy z naszych talerzyków kosztował 360 jenów – ok. 13 zł (ten złoty).

Kiedy mieszkaliśmy tutaj dwa lata temu, świątynia Suitengu była chwilowo przeniesiona kilka ulic dalej od pierwotnego miejsca ze względu na remont. Dziś obejrzeliśmy ją w jej właściwej lokalizacji.

07_19_296

Mój mąż jest słodem. ^^*~~

07_19_299

Jeszcze ciekawostka ze sklepu stujenowego: na samym początku naszego pobytu kupiliśmy w Daiso trzy duże szklanki z cieniutkiego szkła. Bardzo przyjemne w dotyku, bardzo proste w formie. Pamiętamy takie szklanki (no, nie takie wielkie ale chodzi o formę) z dzieciństwa – normalne szkło sodowe bez wydziwień. Na półce z owymi szklankami napisano po japońsku i angielsku, że to są bardzo eleganckie szklanki z takiego właśnie cienkiego szkła i że jako takie są niezwykle aktualnie popularne w Europie. A jak są popularne w Europie to wiadomo, że muszą być eleganckie. Japończycy mogą być zapatrzeni na amerykański freedom, ale elegancja jest w Europie, to się po prostu wie. No i jakież było nasze zdziwienie po dotarciu do domu gdy okazało się, że na nalepce tych niezwykle eleganckich szklanek napisano “Made in Poland”? No trochę się tego spodziewaliśmy, przyznaję, ale tylko trochę…

07_19_300

A dziś znaleźliśmy takich eleganckich szklanek więcej i proszę na niektórych jest nawet nalepka: wiadomo, z Krosna! *^V^* Dodam jeszcze, że na tej samej półce są i inne niby eleganckie szklanki, ale “Made in EU” albo “Made in Turkey” i to zupełnie nie to samo…

07_19_297

Advertisements

4 thoughts on “Na Kandzie lunch na mnie pacza…

  1. tak twój mąż jest słodem ^v^.
    My bardzo miło wspominamy Akasakę jako dzielnicę do pomieszkiwania turystycznego, w dzień dość salarymenowo, wieczorem natomiast cisza spokój 🙂 Kabukicho miało odwrotnie – w dzień zużyci lokalesi, wieczorem impra na całego, aż ciężko się dobić do hotelu.
    Jakbyście byli jeszcze na Shinjuku to polecam Zundo-ya ramen. Kabukicho kawałek za kinem z Gojirą :3 nam smakowało, choć na upały może być nutę za ciężki.
    A nawiązując do polskich produktów, to japonki sikają po nogach na widok Bolesławca ^v^ ja natomiast na punkcie japońskich skorupek hehe

    • Grass is always greener on the other side! *^V^*
      Nie wiem, czy będziemy jeszcze na Shinjuku, wpadliśmy raz niemalże przejazdem i jakoś mnie znowu tam nie ciągnie, chyba, że do parku. ^^*~~

  2. Szklanki z Krosna w Japonii – bardzo miło. Ja pamiętam, że w dawnym Związku Radzieckim kupowałam milanowskie apaszki. U nas wtedy niedostępne.

    • Takich szklanek u nas też nie widziałam, ale może nie szukałam po prostu. Tutaj niesamowicie popularny jest Bolesławiec, są całe sklepy tylko z importowaną porcelaną, za niebotyczne ceny. *^v^*

Comments are closed.