Przechodziliśmy obok pałacu cesarza

Na początek – śniadanie.

07_11_080

Niedaleko nas otworzyli dzisiaj nowe 7 Eleven i poszliśmy zobaczyć, co fajnego tam dają. Moje śniadanie to kanapka z jajkiem na twardo i jogurt z kawałkami owoców. Robert wziął omuraisu onigiri, kawę i napój witaminowy, oraz kiełbaskę na patyku, do której dostaje się pojemniczek z musztardą i ketchupem, a jak się to wygodnie obsługuje widać na zdjęciu poniżej łamiemy na pół i wyciskamy!

07_11_079

Plan na dzień dzisiejszy był taki – jedziemy na Akihabarę do sklepu z aparatami fotograficznymi Pana Hindusa (u którego kupiliśmy dwa lata temu obiektyw) i szukamy obiektywu szerokokątnego. Najpierw trzeba było zaplanować przejazdy i dojść na stację.

07_11_081

07_11_082

Akihabara nic się przez ostatnie dwa lata nie zmieniła – nadal jest głośno i kolorowo. *^v^* Jeśli tam się coś pozmienia, to znaczy, że nastąpił koniec świata!…

07_11_083

07_11_084

07_11_085

07_11_086

07_11_087

07_11_089

Z zakupów nic nie wyszło, bo Pan Hindus nie miał nic ciekawego w dobrej cenie. Po szybkiej wizycie w jednym z miliona sklepów z gadżetami z anime i mangi (no, nie mogliśmy sobie odmówić… *^w^*) ruszyliśmy spacerkiem ku drugiemu celowi na dzień dzisiejszy, który znajdował się w dzielnicy Chiyoda niedaleko Pałacu Cesarskiego, zabrało nam to około pół godziny i nie było łatwo, bo w pełnym słońcu, temperaturze ponad 30-stu sopni i wilgotności 80% chodzi się powoli.

07_11_090

07_11_091

07_11_092

07_11_093

07_11_094

Przerwa na uzupełnienie płynów! ^^*~~

07_11_095

07_11_096

07_11_097

07_11_098

Tu za murem są budynki Pałacu Cesarskiego. ^^*~~

07_11_099

Naszym celem było Muzeum Nauki. Na miejscu okazało się, że to coś w stylu warszawskiego Muzeum Techniki – na kilku piętrach rozlokowano dużo stanowisk, gdzie dzieci mogą ponaciskać przyciski i wtedy dzieją się różne ciekawe rzeczy. Wystawy opowiadały o najróżniejszych dziedzinach nauki – m.in. o energii elektrycznej, mechanicznej i źródłach kopalnych, o zjawiskach optycznych i dźwiękowych, o zabezpieczeniach w budownictwie przed siłą wiatru i trzęsieniami ziemi, a zaczyna się to wszystko od historii roweru od czasów najdawniejszych do dzisiaj.

07_11_100

07_11_101

07_11_102

W symulatorach można było poprowadzić ciężarówkę albo motocykl.

07_11_105

07_11_104

07_11_103

Sala efektów świetlno-dźwiękowych, pokazująca jak powstaje zorza polarna.

07_11_106

Było trochę o robotach ułatwiających ludzkie życie, na zdjęciach poniżej robot który da radę wjechać na nieregularne gruzowisko wykorzystywany podczas ratowania ofiar trzęsień ziemi i HAL – “szkielet zewnętrzny” pomagający ludziom po wypadkach w rehabilitacji.

07_11_108

07_11_107

Można było obejrzeć swoje odbicie w wielu lustrach ustawionych pod różnymi kątami. Mnóstwo mnie tu! *^v^* Ale mnie w sumie nigdy nie jest za dużo! ^^*~~

07_11_109

A tak muzeum żegna odwiedzających. *^V^*

07_11_110

Poza eksponatami Muzeum Nauki prezentuje bardzo dużo mniej lub bardziej skomplikowanych urządzeń z którymi można wejść w jakąś interakcję. Z pośród owych te oparte o ekran komputera i interface do owego są dla nas niedostępne bowiem wszystko w Muzeum jest opisane w zasadzie tylko po japońsku. W zasadzie, bo owszem czasem jedno zdanie, najczęściej nazwa danego stanowiska, bywa umieszczone po angielsku ale to za mało aby się stanowiskiem pobawić. Natomiast te instalacje które oparte są bardziej na mechanice, te rozwiązane “analogowo”, są łatwiejsze do zrozumienia bez znajomości języka, szczególnie jeśli coś tam z fizyki ze szkoły się pamięta. Całość, głównie ze względu na sposób prezentacji eksponatów i nagromadzenie wspomnianych “analogowych” dioram i prezentacji przypomina mi nieco Muzeum Techniki w Warszawie takie jak je zapamiętałem z wizyt 20 lat temu. Wtedy to było chyba jedyne takie “interaktywne” muzeum ale dziś spodziewamy się więcej. I takie dokładnie wrażenie zostawia po sobie Tokijskie Muzeum Nauki – troszkę zapomnianej i trochę już przestarzałej instytucji, która dodatkowo skierowana jest przede wszystkim do małych dzieci. Znając język można tu na pewno pobawić się ze swoją latoroślą przez kilka godzin ale jako turysta, a już szczególnie bez dziecka, długo tu nie zabawimy. Kręcąc się w okolicy Ogrodów Cesarskich można po drodze wpaść na dwie godziny ale nie należy nastawiać się na więcej. Zapewne też warto przyjść w dzień powszedni, bo wtedy mamy łatwy (bo bez kolejki) dostęp do wszystkich stanowisk.

Tokyo Science Museum (科学技術館)
URL: http://www.jsf.or.jp/eng/ (po angielsku)
Na mapie: https://goo.gl/maps/yeqaJC6j9412
Cena biletu: 720JPY (osoba dorosła)
Godziny: 09:30 – 16:50 (ostatnie wejście 16:00, w środy nieczynne, więcej: http://www.jsf.or.jp/eng/charge/)
Dojazd: najłatwiej metrem na stację Takebashi (linia Tozai) albo Kudanshita (linie Hanzomon i Shinjuku)
Powyższe dane aktualne w dniu naszej wizyty oczywiście.

Po wyjściu z muzeum ruszyliśmy przez park Kitanomaru w kierunku stacji metra Hanzomon. Za to m.in. kocham to miasto, że jest tak bardzo i pięknie zielone!

07_11_114

07_11_113

07_11_112

07_11_111

07_11_115

Kiedy skończyły się drzewa, naszym oczom ukazał się Budokan czyli wielka hala koncertowo-eventowa. Jeśli czytaliście jakąkolwiek współczesną literaturę japońską albo oglądaliście film o początkujących muzykach, to na pewno w którymś momencie marzyli oni o tym, żeby wystąpić właśnie tutaj, to bardzo prestiżowe miesjce. *^v^* Akurat trwały przygotowania do wieczornego koncertu Sary Brightman, a przed wejściem za barierkami stała już uporządkowana (i nieco przypieczona przez słońce) kolejka widzów.

07_11_116

Na kolację poszliśmy do pobliskiego baru Sukiya. Ryż z duszoną wołowiną albo tuńczykiem, zupa miso, jajeczko, tofu i surówka to zawsze dobry pomysł o każdej porze dnia. *^o^*

07_11_118

07_11_117

Advertisements

5 thoughts on “Przechodziliśmy obok pałacu cesarza

  1. Przepraszam za gibnięte zdjęcia :-). Wszystko dziś robiłem trochę z biegu i “na reportera” (założywszy stałoogniskowy obiektyw poczułem się mistrzem fotografii ulicznej :-)) i jak się okazuje nie trzymam wtedy zupełnie pionu…

    • Nic nie szkodzi – najważniejsze, żeby zdjęcia utrzymywały poziom. A z tym nie ma problemu. Poza tym ja najbardziej lubię “fotografię parkową”. Śliczne te japońskie oazy zieleni.

Comments are closed.