Kawasaki Warehouse

Dzisiaj było święto państwowe, Dzień Szacunku dla Osób Starszych, czyli wolne dla dużej części Japończyków (handel działał jak zawsze, bo przecież na ulicach było dużo więcej potencjalnych kupujących niż w pracujący poniedziałek!…). Z tej okazji założyłam sukienkę z długim rękawem, w telewizji już to zalecają, bo przyszła już jesień i trzeba się cieplej ubierać… 🐱

621

Ponieważ Michał miał dziś dzień wolny pojechaliśmy razem do Kawasaki, żeby odwiedzić Kawasaki Warehouse.

616

Pierwszy raz przeczytaliśmy o nim w CD Action, i nadarzyła się okazja, żeby zobaczyć to miejsce na własne oczy. Tematem przewodnim tego salonu gier jest Kowloon Walled City…

W materiałach dostępnych w sieci można zwykle przeczytać, że w Kawasaki odtworzono owo magiczne a nieistniejące już miejsce. Rzeczywiście Kawasaki Warehouse nawiązuje doń wystrojem, w szczególności fasadą samego budynku oraz częścią że tak powiem “wystawową” widoczną ze schodów ruchomych komunikujących piętra. Robi świetne wrażenie ale właśnie nawiązuje a nie odtwarza bo w końcu jest to jednak miejsce użytkowe: salon gier video (i nie tylko) i generalnie komercyjne miejsce na spędzenie wolnego czasu. Niemniej i tak szacunek należy się wykonawcom za pomysł i wykonanie tej instalacji. A o co w ogóle chodzi z Kowloon Walled City? Najlepiej oczywiście poczytać pod linkiem do Wikipedii z poprzedniego zdania i podrążyć dalej szczególnie za zdjęciami niemniej w skrócie (uwaga: ja nie umiem skracać): było to swego rodzaju miasto w mieście znajdujące się do 1993 w Hong Kongu. Karierę swoją ten skrawek ziemi o rozmiarach mniej więcej 210 na 120 metrów rozpoczął jako chińska placówka wojskowa w Xw. i przez setki lat pełnił takąż niezbyt ciekawą rolę aż do połowy XIX-go wieku gdy nagle jego znaczenie wzrosło, bowiem Chiny za jego pomocą próbowały zachować kontrolę nad przekazanym Brytyjczykom Hong Kongiem. W związku z takim rozwojem wypadków na przełomie wieków trafiło Kowloon w ręce tych ostatnich ale na sławę światową poczekało jeszcze kolejne pół wieku, bo aż do czasów po II Wojnie Światowej gdy w zamieszaniu po jej zakończeniu, w obliczu kapitulacji okupujących te tereny Japończyków, ponownemu zgłoszeniu pretensji do Kowloon przez Chiny oraz teoretycznego przejęcia go przez Brytyjczyków miasto niejako wyrwało się spod kontroli wszelkich okolicznych władz państwowych. W Kowloon osiedlały się dziko setki rodzin powojennych uchodźców. Powstałe w ten sposób slumsy wkrótce strawił pożar (w roku 1950) i od tego momentu zaczęło się Kowloon o jakim opowiada Kawasaki Warehouse: miasto żywy organizm, nie kontrolowane przez władze, budowane bez planu i jakichkolwiek pozwoleń, z własnym prawem (bo policja się tam przez lata nie zapuszczała zbyt chętnie) i zarządzane i zagospodarowywane wyłącznie przez społeczność mieszkańców (i chińskie Triady). W efekcie Kowloon wyrosło na trójwymiarowy labirynt wąskich uliczek (nie szerszych niż 2m), kładek i pomostów pomiędzy “przybudówkami do dobudówek” a wszystko na przestrzeni 10-14 pięter w górę! Do dolnych poziomów nie docierało słońce, nie było służb sanitarnych więc wiele miejsc zalegały zwały śmieci ale miasto miało i wodę i prąd i choć mówi się, że było oazą przestępczości przytłaczająca większość jego 33tyś. mieszkańców była zupełnie zwykłymi, spokojnymi ludźmi którzy jak się okazało kochali to miejsce i wspólnie dbali o nie. W 1993 roku, 10 lat po podjęciu tej decycji wspólnie przez władze Chińskie i Brytyjskie, Kowloon zostało wysiedlone i rozebrane, dziś jest tam park i kilka zachowanych elementów związanych z jego historią. Zainteresowanym pozostaje zatem oglądanie zdjęć w Internecie albo… wizyta w Kawasaki!

Z zewnątrz budynek prezentuje się tak:

617

618

Generalnie to jest normalny budynek stal i szkło ale stal jest pomalowana a na szkle jest nalepiona specjalna folia wyglądająca nawet z bliska jak zardzewiała blacha. Patrząc na fasadę zdaje się, że nalepiano tę folię z całkiem konkretnym planem bo uzyskano spójny efekt!

A samo wejście odbywa się w następujący sposób (chłopaki mnie nastraszyli tym zostawieniem samej w zamkniętym korytarzu…):

W środku nie wolno robić zdjęć, zapewne ze względu na fakt, żeby żaden klient nie został uwieczniony w trakcie grania na automatach, a co gorzej, uprawiania hazardu (piętra z ruletką i pachinko są czynne 24 godziny na dobę), ale ja odważyłam się na zrobienie kilku zdjęć wnętrza, pilnując, żeby nie złapać na fotkach nikogo obcego i nie dać się obsobaczyć obsłudze… *^v^*

607

608

609

Na pięciu piętrach znajdziemy tutaj najróżniejsze odmiany gier, od zręcznościowych, przez losowe do hazardowych. Na pierwszym piętrze znajdziemy automaty najróżniejszego autoramentu – strzelanki, wyścigi, bijatyki, symulatory gry na instrumentach, para para do tańczenia i do łapania punktów rękami, taiko, gry najnowocześniejsze i old timery. Stoją ufo catchery, w których automatyczną “łapą” można wyciągnąć sobie figurki czy pluszaki, znajdziemy automaty karciane, na wyższych piętrach rzutki, automaty hazardowe różnych odmian, wyścigi konne, elektroniczne piłkarzyki i mecze ligi światowej, są nawet stoły do  bilarda i pingponga!

611

612

613

Wszędzie można palić, pod ręką są automaty z napojami, kanapkami/onigiri, lodami, papierosami, stoją nawet mikrofalówki do podgrzewania posiłków i rozmieniarki pieniędzy (automaty działają na monety 100 jenowe i 50 jenowe). Poza płaceniem monetami można kupować i ładować specjalne karty magnetyczne, podejrzewamy, że dodatkowo służą one za identyfikatory graczy, bo większość maszyn jest w sieci z innymi no i zbierają statystyki bywalców, a owe statystyki wydają się być dostępne też na osobnych monitorach. Dla znudzonych dziewczyn, które zgodziły się na przyjście tutaj z chłopakiem na randkę są maszyny Purikura – robimy sobie zdjęcia, ozdabiamy je w automacie dodając napisy, rysuneczki, itd, a następnie drukujemy w formie naklejek, przednia zabawa! *^v^*

622

Chciałem zwrócić uwagę na fakt, że jakieś 20% klientów to były dziewczyny i ok, może większość była z chłopakami na randkach, część się trochę nudziła na ławeczkach obserwując jak chłopak gra ale nie wszystkie. W salonie są bowiem gry celowane w randkowiczów, to raz a dwa, że osobiście widziałem co najmniej jedną panienkę pochłoniętą grą której zasad nie rozumiałem ni w ząb ale za to ona chyba owszem i widać było, że przyszła tu na dłużej bo wyposażona była w butelkę z piciem i wałówkę. *^v^*

614

615

Na piątym piętrze znajdziemy kawiarnię internetową z dostępem do indywidualnych salek. A na piętrze z automatami widziałam taki obrazek – chłopak gra jak szalony w jakąś grę zręcznościową, a (prawdopodobnie) towarzysząca mu dziewczyna … drzemie na ławce obok! 🐱 Nie poszliśmy tam wyłącznie dla oglądania wystroju wnętrz i też wypróbowaliśmy kilka automatów! Strzelałam dzielnie na równi z chłopakami i nawet rozegraliśmy partyjkę Pacmana! *^v^*

To był 8-bitowy PacMan ale w wersji Battle Royal dla czterech graczy grających przeciw sobie!

610

W takim miejscu można spędzić dobre kilka godzin (a nawet dni czy tygodni, w końcu niektóre piętra są otwarte 24 godziny na dobę!) i przegrać niezłą fortunę. Kiedy już przepuściliśmy kilkaset jenów, wyruszyliśmy na poszukiwanie porządnego obiadu. Długo spacerowaliśmy po Kawasaki, podziwiając Cinecitta, czyli fragment okolic stacji kolejowej, wystylizowany na śródziemnomorski deptak, gdzie znajdowały się kawiarnie i sklepy, i odbywały się uliczne przedstawienia. *^v^*

623

624

625

Aż trafiliśmy do sieciówki Sukiya (w której podali nam wyjątkowo wielkie porcje, wow!)

619

620

Advertisements

4 thoughts on “Kawasaki Warehouse

  1. uaaa, fajne~~~~
    i wcześniejsza wyprawa nad morze też była super, dobrze że mam pod ręką jezioro bo bym umarła z zazdrości ^v^

  2. Czytam waszego bloga już od zeszłej podróży, bo sama planuję mój październikowy wyjazd :)) Jeśli dobrze przeczytałam, korzystacie z kieszonkowego wifi? (czy jak to się nazywa 😀 ) Czy moglibyście mi zdradzić, przez jaką stronkę załatwialiście swój kieszonkowy router?

Comments are closed.