Soredemo machi wa mawatte iru

Skoro jest wtorek, to jesteśmy w Jiyugaoka. *^0^*

465

Jiyugaoka była tylko przystankiem na naszej dzisiejszej trasie i zupełnie nie spodziewaliśmy się, że ta dzielnica będzie taka ładna i ciekawa. To zaleta omijania miejsc stricte turystycznych i wybierania miejsc pozornie zwyczajnych, które turystom nie mają nic do zaoferowania. Tuż po wyjściu ze stacji otoczyły nas kolorowe sklepy, knajpki, lokale usługowe poupychane w wąskich uliczkach, którymi ludzie przemieszczali się na piechotę, rowerami i samochodami.

464

466

467

468

471

472

Mijając sklep stujenowy weszliśmy tylko rzucić okiem, jaki ma asortyment (różni się troszkę między poszczególnymi sieciami) i oczywiście wyszliśmy z kilkoma drobiazgami… *^v^*

469

A mijając sklep z pączkami Robert nie odmówił sobie przekąski! *^o^*

470

Ponieważ naszym celem było miejsce oddalone jeszcze o kilka stacji na południe Tokyo, po drodze wysiedliśmy w Jiyugaoka i zaszliśmy do Book Off-a Bingo, które tutaj oferuje odzież używaną. Jestem fanką zakupów w takich sklepach, bo często udaje mi się w nich wynaleźć prawdziwe perełki, rzeczy oryginalne i byłam bardzo ciekawa, jaki towar sprzedają takie sklepy w Japonii. Niestety to miejsce bardzo mnie rozczarowało… Po pierwsze, oferowało tylko ciuchy, buty i dodatki męskie, ale po drugie, dużo gorsze, były to rzeczy mocno znoszone, takie, które znajdziemy w polskich gorszych ciuchlandach, i kosztowały niewiarygodnie dużo! Za złachane zmechacone bluzy liczyli sobie 1200-1900 jenów (ok. 35-60 zł). Może chodziło o to, że są to rzeczy importowane z USA i to dlatego, ale kto chciałby chodzić w szmatach, nawet jeśli są amerykańskie?….

A ten towar poniżej 2k¥ to było dodajmy tylko trochę najtańszych rzeczy, reszta potrafiła kosztować mana, dwa i więcej (dla przypomnienia tu się liczy w 10-kach tysięcy, 1 man = 10000¥ = ~320PLN) a im “ważniejsza” nazwa na metce tym oczywiście więcej… Na prawdę dziwne bo o ile rozumiem że markowe i za logo się płaci to właśnie jak małżonka pisze – to na prawdę były w większości po prostu szmaty…

473

Przeszliśmy spacerkiem do najbliższej stacji – jak widać Jiyugaoka to dzielnica niskiej zabudowy, taka przyjemna sypialnia i odwiedziliśmy świątynię.

476

477

478

479

I jak zauważyliśmy to taka raczej bogatsza dzielnica co widać na powyższych zdjęciach. Domki w stylu “europejskim”, z podjazdami, duże samochody itp.

480

481

482

A potem pojechaliśmy do naszego dzisiejszego celu wyprawy, na stację Shimomaruko.

475a

Pokrążyliśmy chwilę po okolicy i udało nam się trafić do kawiarni, w której dzieje się akcja anime Soredemo matchi wa mawatte iru! *^O^* Jest ona nieźle ukryta w bocznej uliczce odchodzącej od bocznej uliczki… ^^*~~

475b

474

Jak widać Shiisaido Cafe (Sea Side Cafe) z Anime w rzeczywistości nazywa się Arupusu Cafe & Snack (Alpine (?) Cafe & Snack) choć w okolicy ani morza ani gór :-).

Postanowiliśmy wejść do środka i zjeść tutaj obiad. Powitał nas przemiły właściciel, który na nasz widok włączył klimatyzację, pozwolił robić zdjęcia wszystkiego, pokazał wiszące nad barem zdjęcie dziewczyny (seiyuu), która w anime podkłada głos głównej bohaterki i która była u niego z wizytą. *^v^*

483

487

484

489

493

475c

475d

Potem pan przygotował dla nas pyszne jedzenie – zupę miso z grzybkami, surówkę, curry z wołowiną i smażony makaron udon z wieprzowiną i warzywami.

492

Robert zamówił piwo i zadumał się, widząc półlitrową butelkę… 🐱 To tutaj rzadkość, kufel o pojemności 340 ml to “duże” piwo w knajpach! ^^

491

Tak się odzwyczaiłem, że miałem problem żeby to wypić. Może to kwestia dołączonego naparstka…

Wystrój w niczym nie przypominał sterylnych tokijskich sieciówek jak Yoshinoya czy Nakau – na ścianach wisiały najróżniejsze landszafty (to akurat znalazło odbicie w Anime), półki były pełne pierdółek i durnostojek a na stołach stały popielniczki co dawało wyraźny sygnał, że lokal jest dla palących. Zresztą, kiedy już dostaliśmy całe nasze zamówienie i zabraliśmy się za jedzenie, właściciel usiadł z tyłu sali i sobie zapalił.

488

490

486

Po obiedzie zrobiliśmy jeszcze zdjęcia w dwóch lokacjach pojawiających się w anime – przed sklepem rybnym, w którym główna bohaterka robiła zakupy. *^o^*

Widać go też w ED – dziewczyny grają przed tym sklepem.

494

I przed lokalną świątynią o nazwie Nitta.

495

475e

Wracaliśmy ze stacji Musashi-Nitta, do której prowadziła droga przez uliczki handlowe, a mieszkańcy akurat wracali wieczorem z pracy i robili zakupy (i patrzyli na nas nieco zadziwieni, co obcy robią w takim miejscu totalnie nieturystycznym… *^v^*).

496

499

497

498

A na stacji Kamata Robert kupił picie w automacie, ale o tym tutaj… *^o^*

Na koniec nasza dzisiejsza kolacja z supermarketu, do podgrzania w mikrofali:

501

500

Advertisements

3 thoughts on “Soredemo machi wa mawatte iru

  1. Trochę lepsze domki w tej dzielnicy, ale nadal ciasnota między nimi 😦 Zdecydowanie muszę stwierdzić, że Japonia mocno mi się nie podoba 😦 Nigdy nie zamieniłabym swojego widoku na Szczeliniec i Góry Stołowe 🙂

    • Aniu, nie możesz uogólniać! Widzisz na moim blogu tylko największe miasto Japonii. Musisz pamiętać, że tutaj na terenie jak cztery razy Warszawa mieszka i przebywa na raz tyle ludzi, co w całej Polsce na raz wziętej! Takie są realia Tokio. Na wsi są duże tereny otwarte, duże domy, ogrody. W górach są góry i lasy, miałaś tego próbkę z naszego wyjazdu do Nikko.

      • I dlatego tamte wpisy bardziej mi się podobały, niż te “miejskie” 🙂 Ale generalnie właśnie dlatego nie podoba mi się Japonia – ze względu na to przeludnienie, ścisk i tłok 😦 I ten pęd straszliwy… dla mnie to własnie taka wizja – malutcy panowie w swych garniturkach, którzy cały dzień pracują w korporacji, w blokach ze szkła i stali, a na noc wracają do swych mikroskopijnych mieszkanek…. kilka godzin snu i kolejny dzień gonitwy 😦
        Taki obraz Japonii jest nieodmiennie przed moimi oczami…. i bardzo mi się nie podoba 😦

Comments are closed.