Tsukiji i Ginza

Jadziu, talerzyki są chyba z tworzywa porcelanopodobnego, na pierwszy rzut oka wyglądają jak papierowe ale mają swoją masę, choć nie są bardzo szlachetne. ^^ Co do tradycyjnego stroju, to w Japonii kimona i yukaty (lekkie wersje kimona, coś na podobieństwo narzutki) nosi się często, bo oprócz świąt (np.: Letni Festiwal lub obchody Nowego Roku) zakłada się je na zajęcia w szkole ceremonii herbacianej, itp.

Mario z Wr, niestety moja wiedza na temat świątyni buddyjskich jest znikoma i chyba nie potrafię odpowiedzieć na Twoje pytania. Co do swastyki, w Europie kojarzy się nam z nazizmem, natomiast w Azji jest powszechnie stosowanym symbolem szczęścia i pomyślności, słowo swastika pochodzi z sanskrytu i oznacza “przynoszący szczęście”. W Chinach ten znak pojawił się około 2000 lat temu, wraz ze sprowadzeniem buddyzmu z Indii. Poza tym znak swastyki możesz zobaczyć na mapach turystycznych i tak oznaczane są świątynie.

Zulko, nie będę kupować kimona. Po pierwsze, to byłby spory wydatek, chociaż trafiają się używane kimona za około 100 zł. Ale po drugie, byłby to moim zdaniem zbędny wydatek, bo nie chodziłabym w nim nigdzie, bo uważam, że Europejka w kimonie wygląda jak Azjatka z stroju Krakowianki… Czyli jak w przebraniu. ~^0^~

Pinupcandy, sushi w Japonii jest przepyszne, ale to w ogóle trudno porównywać, bo tutaj mają świeże ryby i owoce morza, a u nas muszą korzystać z mrożonych, bo inaczej się nie da. Poza tym, tutaj próbowałam takich nigiri, jakich w ogóle nie widziałam w Polsce, z nieznanymi mi dodatkami, pewnie każdy kucharz ma swoje pomysły na obłożenie ryżu. Dzisiaj jedliśmy coś niesamowitego – tłustego tuńczyka, ale o tym poniżej. ~^^~

Sorbet, tak, taka jak z RahXephone. ^^ Bardzo lubimy anime, nawet wieczorami oglądamy sobie K’Ona do snu. A mangi i anime są tutaj wszędzie, w kioskach, w księgarniach (całe piętra są nimi wypełnione), w sklepach Mandarake czyli outletach i z drugiej ręki, nawet w księgarni Kinokuniya jest dział z mangą anglojęzyczną (oraz piętro z japońską! ^^).

Edi, nasz pokój wygląda tak: (niczym Japończycy pomińmy wzrokiem bałagan i oglądajmy tylko wyposażenie, w pokoju jest tylko jedna mała szafka i mała szafa, nie jest przewidziany na kilkutygodniowe pobyty, raczej na jedną noc biznesmena z małą walizeczką z koszulą na zmianę ^^).

Skoro zapotrzebowanie społeczne zawołało gromkim chórem, oto bokserki w tradycyjny japoński wzór, na moim mężu. ^^

***

Tsukiji to ogromny targ ryb, warzyw i owoców w Tokio, jeden z największych na świecie. W pewnym momencie stał się atrakcją turystyczną i można nawet było przyglądać się słynnym licytacjom tuńczyków, które odbywają się około 5 rano, ale od czasu kwietniowego trzęsienia ziemi i tsunami licytacje zostały zamknięte dla zwiedzających a wstęp na targ jest dozwolony dopiero od 9 rano, kiedy większość transakcji hurtowych została już zawarta.

Po Tsukiji trzeba się poruszać bardzo ostrożnie, bo cały czas dookoła nas jeżdżą ciężarówki i milion wózeczków, przewożących pudła z rybami w lodzie lub jadących na pusto po dostawę (wtedy gnają jak na wyścigach…). Na targu nie za bardzo wolno robić zdjęcia, ale większość sprzedających nie protestowała, a dla nas była to nie lada atrakcja, jeszcze nigdy w życiu nie widziałam tylu stworzeń, których nie umiałabym przyrządzić do jedzenia (a bardzo bym chciała umieć)! *^v^*

Targowisko zaczyna się od małych sklepików z paczkowanymi rybami w zalewach, warzywami, przyprawami, nożami do ryb. ~^^~

A potem są już ryby i owoce morza, w wyborze przyprawiającym o zawrót głowy! *^v^*

Zapraszam na spacer po targu Tsukiji.

Nie samymi rybami człowiek żyje – na Tsukiji znaleźliśmy także wołowinę. Mięso w Japonii jest bardzo drogie, jak widać najtańsza jest chuda wołowina za 10 zł/100g, obok leży taka za 16 zł/100 gr, na dole po lewej stronie – 28 zł/100 gr a najdroższa jest piękna poprzerastana marmurkowym tłuszczem za 42 zł/100gr!

Oczywiście po tych wszystkich rybach zrobiliśmy się głodni i poszliśmy na sushi wychodząc z założenia, że obok targu rybnego powinno być sushi smaczne i tanie. To pierwsze się sprawdziło, to drugie – niekoniecznie… Najpierw krążyliśmy wśród bardzo drogich barów, aż wreszcie udało nam się znaleźć bar talerzykowy, gdzie ceny były tylko nieco wyższe od wczorajszego baru talerzykowego w Asakusie czy na Akihabarze. Spróbowaliśmy tam tłustego tuńczyka maguro toro i muszę przyznać, że był przepyszny, rozpływał się w ustach! ~^^~ (miał podobny marmurek z tłuszczu, jak najwyższej jakości wołowina, zdjęcie nie oddaje jego wyglądu)

Były też m.in. sardynki, makrelki i ikra, mniam!

Po przekąsce ruszyliśmy na poszukiwanie ciekawej budowli w dzielnicy Ginza – Nakagin Capsule Tower.

Budynek powstał w latach 1970-tych i jest to pierwszy na świecie przykład budowli kapsułowej która rzeczywiście została oddana ludziom do zamieszkania. Każda z kapsuł została zaprojektowana jako samodzielne lokum, z wbudowanym łóżkiem i szafkami oraz łazienką z toaletą, ale także z radiem, telewizorem i magnetofonem, a jej docelowym odbiorcą miał być samotny pracownik biurowy. Każda z kapsuł mierzy 2,3 m x 3,8 m x 2,1 m, i jest przytwierdzona do głównego słupa podtrzymującego całość czterema śrubami, można je grupować w większe jednostki, tworząc np.: biuro. Autorem projektu jest Kishio Kurokawa, jeden z przedstawicieli japońskiego Metabolizmu, ruchu powstałego w powojennej Japonii w latach 50-tych (należał do nich m.in. Kenzo Tange, który zaprojektował opisywaną już przez mnie Katedrę Św. Marii w Sekiguchi oraz budynek Merostwa Tokio na Shinjuku).

Budynek wciąż jest częściowo zamieszkany, chociaż niszczeje i nie ma funduszy na jego renowację/modernizację, a szkoda, bo mogłaby to być niezła atracja turystyczna.

Chcieliśmy jeszcze obejrzeć pozostałości teatru Kabuki-Za, ale… okazało się, że po rozebraniu go do remontu w zeszłym roku chwilowo została po nim tylko dziura w ziemi! ^^ Będzie kompletnie zrekonstruowany na wiosnę 2013 roku, i ma być bardziej odporny na trzęsienia ziemi i łatwiej dostępny dla publiczności.

W tej sytuacji nie pozostało nam nic innego jak przejść się po Ginzie, oglądając biurową

i ekskluzywną sklepową część tej dzielnicy.

Na koniec jeszcze chomikowe pozdrowienia z wielopiętrowego sklepu z zabawkami dla naszych znajomych, miłośników chomików. ~^^~

Jutro opuszczamy Tokio na tydzień i jedziemy do Kioto.

I jeszcze mała ciekawostka – 23 maja to w Japonii Kisu no HiDzień Pocałunku! Został ustanowiony na pamiątkę tego, że właśnie tego dnia w 1946 roku został pokazany pierwszy film ze sceną pocałunku. *^v^*

Advertisements

11 thoughts on “Tsukiji i Ginza

  1. Proszę mężowi przekazać , że bokserki są świetne.
    Targ rybny. Nie, żebym musiała codziennie jeść ryby , ale gdy mi się ich zachce, chciała bym, mieć dostęp do takiego targu. Toż to rybny raj.
    Ciekawe budowle, ale zdecydowanie wolę zieleń. Owszem widzę drzewa , ale to ziarenka piasku w porównaniu z potężnymi budynkami. Czekam z ogromnym zainteresowaniem na Kioto. Pozdrawiam. I już zazdroszczę przejazdu super szybkim pociągiem.

  2. Proszę przekazać Mężowi szczere gratulacje za cywilną odwagę.A bokserki
    faktycznie świetne.Fantastyczny targ rybny!Chciałoby się wszystkiego spróbować.Ceny wołowiny robią wrażenie.Czy jest w mieście taki zwykły targ z warzywami?Pozdrawiam.
    Anna

  3. Szczerze podziwiam Cię za wytrwałość i siły w zdawaniu codziennych relacji – ku radości Czytelników 🙂
    Zastanawiam się jaki zapach unosił się na tym targu…
    rybny, to jasne, ale czy mocno dokuczający?

  4. po kolejnej relacji z baru talerzykowego muszę zapytać. Grałaś kiedykolwiek na miniclipie w ” Sushi go round”? Jeśli nie, spróbuj koniecznie – po powrocie oczywiście. będziesz miała wspomnienia na wesoło, a teraz pisz dobra kobieto, pisz i wstawiaj fotki 🙂

  5. A ja bym sobie kupiła kimono, bo bardzo mi się podoba 🙂
    Bokserki męża świetne 😉
    Ten kapsułowy budynek przypomina mi ten z filmu “Piąty element”; szkoda, że niszczeje, bo naprawdę mógłby być niezłą atrakcją turystyczną.
    A co do mięska – to dla mnie za dużo, no ale ja wegetarianka jestem 🙂

  6. Przypomniało mi się,że jakiś czas temu widziałam w tv(nie pamiętam nazwy kanału)reportaż o tym budynku z kapsułami.W środku również pokoje wyglądają jak kapsuły-małe ,ciasne,można powiedzieć futurystyczne.
    Dla nas wręcz klaustrofobiczne.Zastanawiałam sie czy tak duża ilość mieszkańców i tak gęsto “poukładane”budynki(zresztą z drugiej strony wspaniałe,imponujące pomysłowością)nie robią na Europejczyku przytłaczającego wrażenia?Czy jest tam mimo wszystko odczuwalna przestrzeń?Pozdrawiam serdecznie.
    Anna

  7. Czytam Twojego maila codziennie a jak się powstrzymam to co kilka dni i wtedy – o delicje – mam jeszcze więcej do czytania! Raczej nie komentuję ale namiętnie czytuję więc pisz jeśli znajdujesz czas i chęci:) – dziękuję zwłaszcza za przeliczenia cen i smakowite opisy jedzenia. Mimo że nie lubię ryb a poza ciążą jestem wege, Twoje opisy uwielbiam!!!

    Serdeczne pozdrowienia z gorącego na chwilę obecną Poznania!

  8. Mąż pełen poświęcenia prezentuje swoje wdzięki w bardzo fajnych bokserkach….ale w poście razem z rybami 🙂 🙂
    Pozdrawiam .
    Czytając posty wprawiam się w dobry humor ,jesteście wspaniali.

Comments are closed.