Sanja Matsuri, Asakusa

A, no to mnie uspokoiliście, że nie piszę w pustą przestrzeń. *^v^* Tym bardziej mnie to cieszy, bo każdy wpis robię wieczorami po powrocie do hotelu, obróbka zdjęć i pisanie zajmuje mi 2 do 3 godzin (publikuję około północy, czyli u Was jest 17:00), i byłoby nie fair, gdybym się tak starała nadaremno. W takim razie zdwoję wysiłki i postaram się, żeby moje reportaże były jeszcze bardziej penetrujące. Gambarimasu! ~^^~

Jadziu, masz rację, ocean z bliska jest podobny do Bałtyku, w sumie ilość wody jest taka, że trudno ocenić, czy jest jej więcej czy mniej. ~^^~ Ale wiatr znad oceanu jest o niebo silniejszy niż kiedykolwiek doświadczyłam znad jakiegokolwiek morza, zimnego czy ciepłego. Wróbli tutaj dostatek, chociaż wydaje mi się, że tutejszy gatunek jest bardziej brązowy, a nasze są bardziej szare, poza tym są gawrony i kruki, a nad wodami – czaple. Tak, z Kioto też będę pisać! ^^

Joanno, Japończycy mają skłonność (bardzo słuszną zresztą) do upiększania i usłodzania swojego otoczenia, dzięki temu życie jest milsze, bo buzia sama się śmieje na widok obrazków uśmiechniętego autobusu czy pingwina reklamującego kartę miejską, więc te ptaszorki w kubraczkach jak najbardziej wspisują się w ich otoczenie.

Aniu, ja cipieję na każdym kroku, fumkałam bardzo mało i szybko mi przechodziło. ^^

Podczytywaczko, pomińmy “szanowną panią”, bo czuję się zbyt poważnie w tym chwilami niepoważnym wesołym kraju. ~^^~

Mario z Wr, Twojej bratanicy powiem, że ja też kiedyś zupełnie nie myślałam, że uda mi się tu przyjechać, ale nie jest to aż tak niemożliwe, jak się wydaje. Zrobię pod koniec wyjazdu wpis, w którym postaram się zawrzeć trochę przydatnych informacji na temat tego, jak tu przyjechać na wakacje, co kiedy kupić (bilety lotnicze), ile to mniej więcej kosztuje. Może ktoś skorzysta z moich doświadczeń.

Tajemniczy Wujku Z., bezdomnych psów tu nie ma, bo w ogóle jest bardzo mało psów, a jeśli już są, to tylko ultrarasowe maluszki, ubrane w kubraczki i noszone na rękach lub w torbach. ~^^~ Koty często mieszkają przy świątyniach i w parkach, gdzie opiekują się nimi pracownicy tych obiektów/mnisi (?), i koty te nie boją się ludzi a wręcz domagają się jedzenia i głaskania, poza tym zajmują się swoimi kocimi sprawami. Poza tym, zwierzęta widziałam tutaj w dwóch miejscach – sklepikach z bardzo drogimi rasowymi psami i kotami oraz w Kocich Kawiarenkach, gdzie są one rozpieszczone do niemożliwości. *^v^*

Pimposhko, właśnie ciągle polewają jedzenie sosem albo je w nim maczają, są sosy do pierożków, do takoyaków, do sushi, do okonomiyaka, do tempury. Kiedy dostajesz w barze automatowym michę ryżu z duszonym mięskiem z cebulką na wierzchu, należy obrzucić go krojonym w paski imbirem marynowanym i posypać kolorowym pieprzem. Smaki się tutaj miesza, wzmacnia, akcentuje.

Beaciar, wieczorami, kiedy ja pracuję nad nowym wpisem na bloga, mój mąż grzebie w przewodnikach i internecie, spisując atrakcje na kolejne wycieczki, Fum Profesjonalny! *^v^*

***

Znowu dziś rano było trzęsienie ziemi o sile 5,5 w skali Richtera, które trwało około 20 sekund, chociaż powinnam chyba napisać, że to bujanie hotelu, bo właśnie tak się to odczuwa. Nasz hotel jest dość nowy i został zapewne zbudowany według projektu trzęsienio-odpornego, czyli ma centralny “kręgosłup”, dzięki któremu budynek jest w miarę elastyczny i podczas trzęsienia ziemi kiwa się na boki, a nie rozsypuje na kawałki.  Swoją drogą ciekawe, że jak do tej pory trzęsło się tylko nad ranem, dzisiaj o 7:10 zatrzęsła się ziemia w prefekturze Chiba, co odczuliśmy mocniej niż dwa dni temu, bo Chiba jest bliżej niż prefektura Ibaraki.

Od piątku w dzielnicy Asakusa trwa święto Sanja Matsuri, czyli jeden z trzech wielkich shintoistycznych festiwali w Tokio (obchodzony zawsze w trzeci weekend maja). Historia festiwalu Sanja Matsuri sięga VII wieku n.e. kiedy to Hamanari i Takenari Hinokuma, dwaj bracia trudniący się rybołóstwem, przypadkowo wyłowili z rzeki Sumidy statuetkę, którą zanieśli do Manakachi Haji, przedstawiciela  lokalnej inteligencji w tamtych czasach. Haji poznał od razu, że jest to święty posążek, przedstawiający boginię Kannon. Aby upamiętnić to wydarzenie, postanowili  w trójkę wybudować świątynię. (źródło: Festiwal Sanja Matsuri)

Wizytę w Asakusa rozpoczęliśmy od miłego akcentu – kto ogląda anime ten mógł zobaczyć specyficzny napój z kulką w butelce, którą trzeba popychać językiem albo ostrożnie przechylać butelkę, żeby kulka nie zatkała wylotu, taka śmieszna ciekawostka, a napój jest gazowany, lekko kwaskowaty i bardzo smaczny.

Do świątyni Asakusa prowadzi uliczka ultra-turystyczna, wypełniona sklepikami z jedzeniem i pamiątkami, oczywiście jest mnóstwo typowego plastikowego chłamu i świecidełek, natomiast są też tradycyjne japońskie słodycze zapakowane z wielką starannością, bo Japończycy uwielbiają dawać krewnym i znajomym omiyage (prezenty) z podróży, i bardzo chętnie wybierają właśnie łakocie lub owoce.

I dochodzimy do świątyni Sensoji, zwanej także Asakusa Kannon, największej buddyjskiej świątyni w Tokio. Niestety nigdzie nie udało nam się znaleźć informacji, kiedy trwają pochody z kapliczkami po ulicach Asakusy, w każdym razie nie było to przed południem, kiedy tam byliśmy.

Za 100 yenów można było wylosować wróżbę i udało nam się wylosować… Bad Luck!

Nie ma problemu, na specjalnej ściance zawiązuje się wróżbę, żeby tam pozostała i żeby nasz pech został za nami (gdybyśmy wylosowali Good Luck, to przywiązalibyśmy karteczkę w tym samym miejscu, żeby umocnić nasze szczęście, taka filozofia *^v^*). Karteczki są potem zbierane przez mnichów i palone, żeby się spełniły.

Okolice świątyni są pełne uliczek ze straganami z jedzeniem i pamiątkami oraz barów, tańszych i droższych (te tańsze wyglądały zachęcająco, ale przeważnie nie miały ani pół napisu po angielsku).

Owoce w cukrowej polewie, schłodzone na lodzie.

Suszone owoce, np.: rodzynki, mango.

EDIT: Zostałam poprawiona, te kuleczki są zrobione z mochi, czyli z ciasta ryżowego a nazywają się dango, są delikatne i ciągnące, na słodko.

W uliczkach można znaleźć jeden z nielicznych automatów z piwem. ~^^~ (całe wyprzedane ^^)

Albo spotkać wędrownego mnicha.

Lub też iść do słynnego sklepu Trunks-Ya z bielizną męską w tradycyjne japońskie wzory. Mój mąż kupił sobie piękne bokserki, niestety nie mamy dzisiaj zdjęcia, bo te w pokoju przy żółtej lampie wyszły niewyraźnie. (Jeśli będzie zapotrzebowanie społeczne, zrobimy zdjęcie jutro przy świetle dziennym. ~^^~)

Po wyjściu ze świątyni poszliśmy nad rzekę Sumidę popodziwiać widoki,

a szczególnie zagadkowy twór architektury autorstwa Philipa Starcka – wielką złotą rzeźbę na budynku Asahi Beer Hall, siedziby firmy Asahi, jednego z producentów piwa (i innych napojów) w Japonii. Złoty “płomień” ma podobno symbolizować “płonące serce piwa Asahi”, chociaż sami tokijczycy nazywają go “złotą kupą”, w sumie bardzo adekwatnie do wyglądu. ~^^~

Po tych wszystkich atrakcjach zrobiliśmy się głodni, więc poszliśmy do baru talerzykowego na sushi.

Pisałam już o takim barze przy okazji wizyty na Akihabarze – siadamy wokół owalnego baru, za darmo pijemy zieloną herbatę macha, łapiemy nadjeżdżające talerzyki i płacimy w zależności od koloru talerzyka.

A w środku stoją dwaj panowie kucharze i przygotowują dania na talerzykach, które stawiają na taśmociągu, można też ich poprosić o specjalne sushi, jeśli akurat nie ma go na taśmie (albo jest to jedno z tych droższych specjalności, najdroższe talerzyki kosztowały po 735 jenów i 630 jenów, najtańsze – takie ze śledzikiem w occie 79 jenów, następne były talerzyki z wzorem jesiennych liści po 135 jenów, dalej za 168 jenów, około 200, 300 i 500 jenów).

Nasz obiad z dzisiejszego dnia – na jednym talerzyku są zawsze dwa kawałki ryżu z dodatkiem, więc braliśmy jeden talerzyk na dwoje, dzięki temu spróbowaliśmy wielu smakowitych rzeczy. ~^^~ Za cały obiad sushi dla dwojga zapłaciliśmy 55 zł.

Tani śledzik, pyszny!

Na koniec widoki z ulic Asakusy, moda współczesna i tradycyjna.

Po południu zgodnie z zapowiedzią parna niedziela zmieniła się w zimną i deszczową niedzielę, a my znowu poszliśmy do pralni, i tym razem zaczęliśmy od małego wypadku, gdyż kolega wrzucił kawałek prania za rząd pralek pod ścianę.

Na szczęście przybiegł skądś starszy pan, zatroskał się, co się nam przydarzyło, zgrabnym ruchem odsunął jedną z pralek i skarpetka została uratowana i dorzucona do swojej siostry bliźniaczki w pralce. ~^^~

W Japonii pierze się w zimnej wodzie, więc wrzuciliśmy pranie białe, kolorowe i czarne razem, wszystko się ładnie wyprało i nic nie zafarbowało, japońskie detergenty są po prostu silniejsze od naszych.

Kiedy suszyliśmy pranie w suszarce, Robert zaobserwował zachowanie Japonki, która też przyszła wysuszyć swoje – najpierw otworzyła kolejne suszarki i wsadzała do nich głowę, a potem wybrała jedną i w niej suszyła pranie. Mój mąż postanowił powtórzyć eksperyment i okazało się, że pani sprawdzała jak najmniej zużytą suszarkę, wyraźnie starsze modele miały trochę zniszczony bęben i zadziory, które mogłyby zniszczyć ubranie. My przypadkiem suszyliśmy w nowiutkiej suszarce w idealnym stanie, tylko dlatego, że te nowe to były wielkie suszary na 8 kilo, i mieściło się w nich całe nasze pranie sześciu osób. ~^^~

Tyle na dzisiaj, a jutro będzie rybnie. *^v^*

Advertisements

11 thoughts on “Sanja Matsuri, Asakusa

  1. Wspaniałe , kolorowe i inne niż nasze to jedzonko. Sama nie wiem co wybrała bym na obiad z tego taśmociągu. Czy talerzyki są porcelanowe?
    Świetnie pokazałaś ubrania kobiet w Tokio. Myślę , że gdyby w Warszawie na zakupach pojawiła się dziewczyna ubrana w kompletny , polski, strój ludowy , wzbudziła by ogromne zainteresowanie. A tam to norma.
    Przyłączam si ę do “zapotrzebowania ..” . Mile widziane na modelu. Pozdrawiam.

  2. To może być Joasiu?Niezręcznie byłoby mi pisać zwykłe “Ty”.
    Dziękuję za kolejną relację.Bardzo ciekawa i szczegółowa.Fascynujące jest
    to przebieranie się Japonek i ten dystans do innych.Również fascynujące są …bary z jedzeniem.Wydawałoby się,że będzie drogo.A można najeść się
    nie tracąc fortuny.Czekam na dalsze relacje i te żywieniowe też(szczególnie rybne),no i dopisuję się do “społecznego zapotrzebowania” na modela!
    Anna

  3. Ja jako wielbicielka Roberta oczywiście dopisuję się do zapotrzebowania:) A mogłabyś pokazać jak wygląda Wasz hotel w środku i Wasz pokój? Uściski Serdeczne.

  4. O! Informacje co, gdzie, jak i za ile bardzo się przydadzą. Życie potrafi zaskakiwać, więc może, kiedyś. Już te z postów są bezcenne i tym, którzy się wybiorą do Japonii znacznie ułatwią życie.
    A co do dzisiejszego wpisu. Przed świątynią zaintrygowała mnie olbrzymia donica, a na niej… wypisz, wymaluj sfastyka (?!). Co to jest?
    Podobnie te zielenone cebrzyki pod daszkiem. Czy wiesz do czego służą? Co rusz czymś zaskakujesz i to jest fajne.

    Pozdrawiam
    Maria z Wr

  5. Jest zapotrzebowanie społeczne na bokserki! Czekamy na zdjęcia. Takie sushi na talerzyki jest też w Warszawie, ale ceny są zupełnie inne. Czy mogłabyś porównać sushi japońskie do polskiego smakowo?

    • Obawiam się, że takiego sushi jednak nie ma… próbujemy z żoną znaleźć je już od kilku lat. Jedyne co udało nam się znaleźć to Sakana na ul. Moliera gdzie zamiast taśmociągu jest nurt wodny z łódkami – ale po spróbowaniu nie polecamy. Jeśli się mylę to bardzo ale to bardzo chętnie pójdę do takiego baru sushi w Warszawie.

  6. Czy to anime od kulki w butelce to ostatnio oglądane przeze mnie RahXephone? Lubicie anime? Czy mangi są do kupienia na każdym kroku? Podobno są całe biblioteki zapełnione tylko mangami – to prawda?
    Super blog, ekstra zdjęcia:)
    P.S. Na bąble na stopach pomaga moczenie w gorącej wodzie z solą kuchenną.

  7. Ale fajnie jest zobaczyć te butelki napoju w kształcie sowy (z kulką w środku) w ich naturalnym środowisku – we Wrocławiu można je kupić, podobnie jak sporo innych przysmaków z Japonii, w jednym ze sklepów w Renomie.

    Zachwyciły mnie buty wędrownego mnicha i piękne kimona mamy i córki na jednym ze zdjęć. Aż wierzyć się nie chce, że kobiety naprawdę tam się tak ubierają. Kimona są takie piękne, ale jakby z innej epoki. podkreślają jak bardzo Japonia różni ise od Europy…

Comments are closed.