Z pobliskiej pralni

Kalino, ja jestem osobą, która generalnie boi się nawet małych tłumów i nie lubi zgromadzeń, dla mnie przejście przez centrum Warszawy to koszmar i unikam takich sytuacji jak tylko mogę. Ale w japońskim tłumie czuję się bezpiecznie i spokojnie, tak było od pierwszego wyjścia na ulicę, co ja mówię – od wyjścia z Narita Express na stację Shinjuku (która jest podobno najbardziej ruchliwą i zatłoczoną stacją na świecie, szczególnie w godzinach szczytu), japońska masa ludzka mnie wchłonęła i nie wywołało to żadnej reakcji obronnej organizmu. Nie wiem, z czego to wynika, że akurat tutaj nie mam tych ataków paniki i chęci natychmiastowej ucieczki, może dlatego, że wiem, że nikt mi tak naprawdę nie zagraża – nie okradnie mnie, nie zaatakuje, każdy jest skupiony na sobie, a już na pewno nie skieruje swojej uwagi na obcokrajowca.

Agnieszko M., tak, często stroje Japonek to przebrania, ale one się tak przebierają na codzień, nie ma to innego celu jak tylko wyjście do miasta na zakupy czy spotkanie się z koleżankami. *^v^*

Lothar, tak, to spódnica, przecież to napisałam. *^v^* Takie zachowanie jest akuratne do japońskiego charakteru, inicjatywa oddolna, która jednoczy społeczeństwo, oni zresztą tak siebie postrzegają – jak jeden organizm a nie jak zbiór indywidualności.

Aneczko, wydaje mi się, że im bardziej społeczeństwo jest zorganizowane (=złapane w karby i przywołane do porządku), tym większy bywa chwilowy wentyl, jakim jest szalony sposób ubierania się młodzieży. To prawda, że dziewczyny bardzo często noszą krótkie spodenki i spódniczki, chociaż widuje się też sporo miłośniczek stylu mori – długie do ziemi sukienki i spódnice, z tkanin naturalnych, w kolorach beżowych, zieleniach, brązach, w delikatne wzory kwiatowe. Do biura kobiety noszą czarne proste garsonki i białe bluzki koszulowe, dużo ich widzimy około godziny 12:00, kiedy pracownicy biurowi wylegają na ulice w celu zakupienia posiłków lunchowych. Do szkoły dziewczynki (i chłopcy) noszą mundurki – podkolanówki (widziałam białe albo granatowe/czarne), plisowana spódnica ponad kolano, bluzka, kamizelka i granatowa lub czarna marynarka. Oczywiście do szkolnej torby jest przyczepione milion przywieszek. *^v^* Poniżej znajdziesz zdjęcie uczennic w kolejce przed cukierenką.

Robert pozdrawia swoje fanki! *^v^*

***

Dzisiaj Robert postanowił zrobić sobie dzień przerwy w chodzeniu po mieście i dać odpocząć mięśniom nóg, a mnie nosiło, więc najpierw wyskoczyłam po śniadanie do naszego 7 Eleven:

a potem, po doszyciu guziczków do błękitnego sweterka (który wreszcie udało mi się skończyć dziergać wczoraj wieczorem, ufff…), poszłam sama w miasto (ja – sama w miasto, w Japonii! Ale jak już pisałam powyżej, ja się tu czuję absolutnie swojsko i bezpiecznie). Udało mi się wreszcie zrobić zdjęcie naszego hotelu (mieszkamy na szóstym piętrze, nasze okna wychodzą na prawą stronę):

I najbliższej okolicy:

Potem poszłam sobie w kierunku stacji Shinjuku, gdzie dzielnica biurowa zamienia się w handlowo-rozrywkową.

Jeśli chcecie się umówić z kimś na Shinjuku, zapewne wybierzecie popularne miejsce do zetknięcia się i wyruszenia dalej – placyk po drugiej stronie ulicy naprzeciwko ekranu Alta Vision.

Tak wygląda jedno z kilku piętrowych centrów handlowych na jednym z wyjść ze stacji Shinjuku.

Ulice Shinjuku.

Salon pachinko z zewnątrz, w środku jest niebotyczny hałas od sypiących się metalowych kulek z automatów do gry.

Tak wyglądają przeciętne kobiece czasopisma w Japonii – gruby magazyn i wielki dodatek w postaci torby, kosmetyczki, apaszki, itp, itd.

Nic dziwnego, że Japonki bardzo często chodzą po ulicach z walizeczkami na kółkach (naprawdę!), jak sobie taka kupi gazetkę, to musi ją jakoś dotransportować do domu! *^v^*

Wieczorem zgodnie z obietnicą poszliśmy do pralni. Pralnia publiczna to z założenia genialny pomysł – po pierwsze, oszczędza to miejsce w mieszkaniach, bo nie trzeba mieć własnej pralki, po drugie, człowiek wychodzi z domu i socjalizuje się z innymi, po trzecie, w pralniach są suszarki, więc nie trzeba się męczyć w domu z wilgotną łazienką, w której nic nie chce schnąć albo brakiem miejsca na powieszenie dużego prania.

Na miejscu możemy kupić w automacie porcję proszku i zmiękczacza.

Najpierw zsypaliśmy nasze brudy z sześciu osób na dwie wspólne kupki – czarne i kolorowe, dzięki temu zrobiliśmy tylko dwa prania (jednocześnie).

Instrukcja na pralce jest niby oczywista, ale kiedy włączyliśmy pranie, byliśmy nieco zaniepokojeni, co tam się dzieje z naszymi ubraniami…

Kiedy okazało się, że wszystko niby dzieje się tak, jak powinno, poszliśmy do automatu przed pralnią po lody. *^v^*

Pranie trwało 30 minut, po których przerzuciliśmy wszystkie ciuchy do suszarki, nastawiliśmy ją na 24 minuty i poszliśmy do pobliskiej jadłodajni na ciepłą kolację.

Jedna z japońskich specjalności – bierzemy tacę, nakładamy sobie z dużej lady chłodniczej talerzyki z gotowymi daniami (smażone mięska, rybki, sałatki, surówki, itp), przechodzimy do części, gdzie pan daje nam małą/średnią lub dużą porcję ryżu i miseczkę zupy miso lub wieprzowego rosołku, idziemy z tym do stołu, gdzie stoją sosy i przyprawy a dodatkowo za darmo nalewamy sobie ile chcemy wody z lodem lub zielonej herbaty z termosu. W trakcie, kiedy zajadamy, pani zlicza nasze talerzyki i dostajemy rachunek, który regulujemy przy wyjściu. Koszt zależy od tego, ile zjedliśmy, moja porcja to 23 zł.

Po kolacji wróciliśmy do pralni, gdzie dosuszyliśmy nasze ubrania jeszcze przez 8 minut (100 jenów) i podzieliliśmy się nim sprawiedliwie. Koszt prania i suszenia ubrań 6 osób z 6 dni (bielizna, skarpetki, koszulki, dwie pary spodni) to ok. 30 zł, z tym, że kupowaliśmy na miejscu porcje proszku, miejscowi przynoszą własny kosz, w którym mają dużą butelkę płynu do prania (ze sklepu “wszystko po 100 jenów” ^^).

Gdyby nam się nudziło podczas czekania na skończenie prania, można sobie poczytać mangę ze stojaka z gazetami. ~^^~

Jutro znowu ma padać, ale mamy już zaplanowaną wycieczkę do dzielnicy Ikebukuro, więc powinno być ciekawiej niż dzisiaj. *^v^*

Advertisements

8 thoughts on “Z pobliskiej pralni

  1. Wspaniałe zdjęcia z Tokijskich ulic. Z przyjemnością patrzę na piękne Japonki. Wiem , wiem , że są i brzydkie ale te, które pokazujesz są piękne. Tokio jest wspaniałym i ogromnym miastem i co tu dużo ukrywać , dla mnie egzotycznym. Można tam spędzać mile czas, nawet w pralni. Pozdrowienia dla Roberta , który w kilcie prezentuje się wspaniale. Miłego dnia.

  2. Jeszcze słówko. Oglądałaś jakąś “babską” gazetę. Czy tak jak u nas wiodą w nich prym reklamy? Pozdrawiam.

  3. Dzień dobry, tu znów Karolcia. Czy te wielkie gazety to miesięczniki? Bo nie wierzę, że taki kloc wychodzi co tydzień O-O I jeszcze jedno: Ile złotych to jen???

  4. Japonki z tymi walizeczkami wyglądają jak w nieustającej podróży. A co do czasopism, to chciałabym, żeby u nas wszystkie rodzime takie grube były, a nie tylko zagramaniczne po 50 zł sztuka.
    No i dziękuję za galerię japońskiej street fashion 🙂 napatrzyłam się do woli.

  5. Kurcze mój internet w ostatnich dniach chodzi do bani i nie otwieraja mi sie wszystkie zdjęcia.Jednak napewno nadrobię zaległości

Comments are closed.